Howland nie tylko dotarł do Ameryki i odpracował swój indenture, ale ożenił się z ładną, młodą kobietą z nowej kolonii o imieniu Elizabeth Tilley. Urodziło im się dziesięcioro dzieci, które spłodziły 88 wnuków, od których w ciągu następnych czterech stuleci wywodziło się około dwóch milionów Amerykanów. Wśród nich znaleźli się Ralph Waldo Emerson, Joseph Smith, Franklin Delano Roosevelt, Humphrey Bogart, Chevy Chase i obaj prezydenci Bush.

Howland’s story sugeruje seminalną moc garstki Pielgrzymów, którzy wylądowali w Plymouth, w pobliżu Cape Cod, późną jesienią 1620 roku. Każda kultura wymyśla mity o stworzeniu, aby odpowiedzieć na pytania: Skąd się wzięliśmy, co nas tu przywiodło? Takie mity mieszają opowieści z, czasami, przyprawą faktów.

Dla kultury amerykańskiej historia Pielgrzymów, w tym ich „pierwsze Święto Dziękczynienia”, uczta z lokalnymi rdzennymi Amerykanami, stała się rządzącą narracją o stworzeniu, obchodzoną każdego listopada wraz z indykiem, ciastem z dyni i meczami futbolowymi. Pielgrzymi i Plymouth Rock przyćmiły wcześniejszą angielską osadę z 1607 roku w Jamestown w Wirginii, jako miejsce, gdzie narodziła się Ameryka.

Nowy dokument, Pielgrzymi, napisany i wyreżyserowany przez Rica Burnsa i zrealizowany z pomocą grantu produkcyjnego z National Endowment for the Humanities, emitowany jest na PBS’s American Experience 24 listopada i ponownie w noc Święta Dziękczynienia. Ta opowieść o przygodzie i męce Pielgrzymów rzuca nowe światło na to, dlaczego ich historia stała się mitem stworzenia, który przyjęliśmy jako naród. Opiera się na unikalnej, prawie zaginionej historii Plantacji Plymouth, napisanej przez Williama Bradforda, gubernatora nowej kolonii przez ponad 30 lat, którego zmarły aktor Roger Rees przedstawia na podstawie scenariusza zaczerpniętego z książki Bradforda.

Filmowiec Burns przeprowadza wywiady z kilkoma naukowcami, którzy pokazują, jak rzeczywistość doświadczeń pielgrzymów różniła się na kilka sposobów od obrazów osadzonych w publicznej wyobraźni. Na przykład, „opowieść o Święcie Dziękczynienia Pielgrzymów przedstawia rdzennych Amerykanów witających ich z otwartymi ramionami”, mówi Kathleen Donegan, profesor języka angielskiego z Berkeley, której książka Seasons of Misery: Catastrophe and Colonial Settlement in Early America była źródłem dla filmu. „Została ona przełożona na ten wielokulturowy festiwal. Ale tak jak Pielgrzymi nie reprezentują wszystkich angielskich kolonistów, tak Wampanoagowie, którzy z nimi ucztowali, nie reprezentują wszystkich rdzennych Amerykanów. Relacje Pielgrzymów z Narragansetts, czy Pequots, były zupełnie inne.”

Wyraźnie, historia „wielokulturowego festiwalu” mającego miejsce w nowonarodzonej Ameryce rezonuje z narodową ideologią inkluzywności. Pielgrzymi rzeczywiście uosabiali elementy, które zakorzeniły się w amerykańskiej kulturze, i to pomaga wyjaśnić, dlaczego z perspektywy czasu nazywamy ich naszymi założycielami. Siły, które ukształtowały ich życie, pozostają aktualne również dzisiaj. W tym sensie są oni niemal współczesnymi postaciami: Zamień ich kapelusze z szerokim rondem, dubeltówki i halki na czapki z daszkiem, T-shirty i dżinsy, a z łatwością wtopią się w grupę wsparcia homeschoolingu lub wiec Tea Party.

Wizerunek harmonii międzygrupowej i tolerancji jest naturalnie atrakcyjny dla kraju imigrantów, jakim jest Ameryka. Wielu wyobraża sobie, że Pielgrzymi zostawili Stary Świat za sobą, aby czcić jak im się podoba i rozpocząć nowy kraj przesiąknięty wolnością religijną, ideałem później skodyfikowanym w Pierwszej Poprawce. Nic nie mogłoby być dalsze od prawdy.

„Dużym błędnym przekonaniem jest to, że byli oni za wolnością religijną i wolnością”, mówi Donegan. „W rzeczywistości Pielgrzymi postrzegali świat jako pustkowie, w którym jedynym właściwym sposobem praktykowania wobec Boga może być uprawianie ogrodu – a ty potrzebowałeś żywopłotu wokół tego ogrodu, aby chronić go przed dziką przyrodą. Byli przerażeni skażeniem. Pielgrzymi nie byli za wolnością religijną. Wręcz przeciwnie: Mieli bardzo konkretne pomysły na to, jak czcić Boga, i nie tolerowali odstępstw.” Historyk Pauline Croft z Royal Holloway University of London oświadcza w filmie: „Można by powiedzieć, gdyby chcieć być krytycznym, że to religijni świry, którzy nie zadowolą się niczym poza najbardziej dosłownym odczytaniem Biblii. Chcą przekształcić państwo narodowe w coś, co przypomina to, co uważają za boskie królestwo.”

Puryści, z definicji, są ekstremistami, i to nie przypadek, że wielu w Anglii nazwało tych, którzy chcieli zreformować Kościół Anglii „purytanami”, co „zawsze było szyderczym określeniem”, wyjaśnia Donegan. „Pielgrzymi z Mayflower byli najbardziej ekstremalnym rodzajem reformatorów. Nazywali siebie Świętymi, ale byli również znani jako Separatyści, ze względu na ich pragnienie całkowitego oddzielenia się od ustanowionego Kościoła. Byli niezwykle gorącymi purytanami, którzy widzieli Kościół Anglii jako beznadziejnie skorumpowany i czuli, że muszą go opuścić, aby powrócić do czystego i uczciwego kościoła.” Separatyści postrzegali hierarchię kościelną – jej święta, rytuały, szaty liturgiczne i modlitwy – jako przeszkody między ludźmi a Bogiem. W rzeczywistości „byli w podróży ku czystości”, mówi w filmie historyk Susan Hardman Moore z Uniwersytetu w Edynburgu. „To jest to, czego szukali; to jest to, co wyprowadziło ich z Anglii”. Przywiązanie Separatystów do Pisma Świętego jako niezakłóconego źródła wiary przypomina to, co mają dzisiejsi fundamentaliści religijni, którzy czczą dosłowne słowo Boga, jakie można znaleźć w Biblii.

Ironicznie, najpopularniejsze tłumaczenie tej Biblii, wersja Króla Jakuba, powstało pod rządami monarchy, który w pewnym sensie wypędził Pielgrzymów z Anglii. Jedną rzeczą było nie zgadzać się z hierarchią kościelną, ale problem polityczny polegał na tym, że głowa Kościoła Anglii była również panującym królem. A Jakub I, który doszedł do władzy w Anglii w 1603 roku, był zdecydowanym zwolennikiem jedności w swoim kościele; nie miał cierpliwości do religijnych buntowników i heterodoksyjnych kościołów. „Każdy, kto odłącza się od kościoła, odłącza się nie tylko od kościoła, ale także od władzy królewskiej” – wyjaśnia w filmie Michael Braddick, historyk z Uniwersytetu w Sheffield. „A to jest potencjalnie bardzo niebezpieczne.”

Za nieuczestniczenie w nabożeństwach w oficjalnym kościele można było zostać ukaranym grzywną w wysokości 20 funtów – równowartość dzisiejszych 9 000 dolarów. Tym, którzy się upierali groziło więzienie. Po ustawie przeciwko purytanom z 1593 roku, królowa Elżbieta dodała banicję. „Myślę, że w przypadku Jamesa kolejnym krokiem dla tych ludzi mogła być śmierć” – zapewnia w filmie pisarka powieści historycznych Sue Allan. „Był świeżo na tronie – nie był popularny. Nie zamierzał mieć żadnych przeciwników. Więc naprawdę uważam, że ci ludzie ryzykowali wszystko.”

With the handwriting on the wall, in 1608, the future Pilgrims exiled themselves to Amsterdam, where the Dutch had greater tolerance for radical Protestants. Wkrótce wyruszyli na południe, do Lejdy, centrum tekstylnego, gdzie stworzyli małą angielskojęzyczną społeczność imigrantów i czcili Boga jak im się podobało, bez przeszkód. Ale zarówno dorośli, jak i dzieci, którzy w Anglii byli rolnikami, teraz pracowali od świtu do zmierzchu, sześć lub siedem dni w tygodniu, tkając tkaniny w fabrykach włókienniczych. Nawet z takimi trudnościami, Pielgrzymi później uznali lata spędzone w Lejdzie za rodzaj „dni chwały”, których trudności były niczym w porównaniu z mękami, z jakimi przyszło im się zmierzyć w Ameryce.

Do 1617 roku Separatyści byli coraz bardziej niespokojni, by znów się przenieść. „Ich największym zmartwieniem po dekadzie spędzonej w tej obcej ziemi było to, że ich dzieci stawały się Holendrami”, wyjaśnia w filmie Nathaniel Philbrick, autor Mayflower, kolejnego źródła do The Pilgrims. „Wciąż byli bardzo dumni ze swojego angielskiego dziedzictwa. Bali się też, że Hiszpanie znów zaatakują”. Rzeczywiście, między katolickim królem Hiszpanii a europejskimi potęgami protestanckimi narastał konflikt, który wkrótce wplątałby kontynent w wojnę trzydziestoletnią. Radykalni protestanci postrzegali ją jako bitwę pomiędzy siłami dobra (protestantyzm) i zła (rzymski katolicyzm), niewiele brakowało, by doszło do Armagedonu. „Wszystko wydawało się być na krawędzi całkowitego rozpadu” – mówi Philbrick. „I tak zdecydowali, że nadszedł czas, aby po raz kolejny pociągnąć za ripcord. Nawet jeśli oznaczało to opuszczenie wszystkiego, co znali przez całe życie.”

Wielu z grupy Leiden podjęło trudną decyzję, aby zostawić wszystko za sobą – nawet dzieci, w niektórych przypadkach – i spróbować nowego startu za oceanem. Postanowili osiedlić się w pobliżu ujścia rzeki Hudson, niedaleko od dzisiejszego Nowego Jorku. Londyński makler, Thomas Weston, zwrócił się do nich na początku 1620 roku i powiedział, że zorganizuje finansowanie podróży do Nowego Świata. Jego inwestorzy mieli nadzieję, że podróżnicy zbiorą z dziewiczego terytorium dochodowe surowce, takie jak skóry bobrów. Motywy handlowe stojące za podróżą Mayflower są dość skąpo opisywane w większości podręczników, ale mogą być kolejnym aspektem przedsięwzięcia Pielgrzymów, który pasuje do amerykańskiego społeczeństwa, biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone stały się najbardziej udaną gospodarką kapitalistyczną na Ziemi.

Właściwy czas na żeglugę byłby wczesną wiosną, dając podróżnikom czas na zasianie plonów i zbudowanie schronień podczas ciepłej pogody. Ale do czerwca Weston nie zebrał pieniędzy i ogłosił, że jego zwolennicy stchórzyli: Nalegali, aby dziesiątki nie-separatystycznych outsiderów pojechało z nimi. Było to oczywiście przerażające dla kultowych Separatystów, którzy oddzielali swoich od tych drugich kategoriami świętych i obcych. Nie mieli jednak środków ani wyboru.

Manifest Mayflowera stanowił nieprawdopodobną siłę ekspedycyjną. Mniej niż pięćdziesięciu było dorosłych mężczyzn, wielu w dojrzałym wieku, podczas gdy co najmniej trzydziestu było dziećmi i prawie dwadzieścia kobietami, z których trzy były w ciąży. Wypłynęli z portu w Plymouth dopiero po katastrofalnie późnej dacie 6 września, co zapewniło im przybycie do Ameryki po sezonie wegetacyjnym i na początku zimy. Dwóch zmarło do czasu, gdy załoga zauważyła Cape Cod – dwieście mil od kursu, bez wiarygodnych map – 9 listopada.

Przewidywalnie, były tarcia między świętymi i obcymi. Mimo to, przed zejściem na ląd 11 listopada, 41 dorosłych mężczyzn podpisało prostą umowę, liczącą niewiele więcej niż jedno zdanie, o połączeniu się w „cywilne ciało polityczne” z prawem do uchwalania praw. Dokument ten, znany jako Mayflower Compact, stał się wiele lat później punktem odniesienia dla Księgi Praw Kolonii Plymouth, która potwierdzała, że w czasach kryzysu władza monarchy może zostać odrzucona, ale zgoda rządzonych nigdy. Istotnie, przełomowy dokument.

Od samego początku śmiertelność była straszna. Śmiertelność była ogromna w kolonii Jamestown, gdzie do 1620 roku przybyło prawie 8000 osób, choć osada walczyła o utrzymanie populacji powyżej tysiąca. Historia Bradforda wspomina, że Pielgrzymi spodziewali się „ohydnego i spustoszonego pustkowia, pełnego dzikich bestii i dzikich ludzi”. Przenoszenie zapasów ze statku oznaczało brodzenie w lodowatej wodzie, w pewnym momencie śnieg pokrył ich ciała lodem. Pierwszej zimy ludzie umierali na dyzenterię, zapalenie płuc, gruźlicę, szkorbut i obnażenie, w tempie dwóch lub trzech dziennie. „Spodobało się Bogu nawiedzać nas wtedy codzienną śmiercią” – napisał Bradford.

Żyjący ledwo byli w stanie pochować zmarłych, nie mówiąc już o opiece nad chorymi. Do wiosny połowa z nich zginęła, a „według wszelkich praw, wszyscy powinni byli umrzeć, biorąc pod uwagę jak źle byli przygotowani”, mówi Philbrick. A jednak przetrwali, a historia Pielgrzymów jest w równym stopniu historią przetrwania, jak i pochodzenia. Byli również na tyle pomysłowi, jak zauważa Donegan, aby oprzeć chorych mężczyzn o drzewa na zewnątrz osady, z muszkietami obok nich, jako wabiki, aby wyglądali jak wartownicy dla Indian.

Wcześniej osadnicy odparli atak rdzennych amerykańskich wojowników – muszkiety przeciwko strzałom, w potyczce, która zapowiadała przyszłość kontynentu. Jednak w marcu pojawił się samotny indiański wojownik o imieniu Samoset i przywitał osadników, co było nieprawdopodobne, po angielsku. Wkrótce Pielgrzymi zawarli sojusz z Wampanoagami i ich wodzem, Massasoitem. Zaledwie kilka lat wcześniej plemię straciło od 50 do 90 procent populacji na skutek epidemii, którą roznieśli europejscy rybacy z wybrzeża. Zdruzgotane śmiercią obie grupy były podatne na ataki lub dominację plemion indiańskich. Potrzebowały siebie nawzajem.

Na wiosnę, pod starannym przewodnictwem przyjaciela Wampanoagów, Tisquantum, osadnicy zasadzili kukurydzę, kabaczki i fasolę, ze śledziami na nawóz. Zaczęli budować więcej domów, łowić dorsze i okonie oraz handlować z rdzennymi Amerykanami. Do października wznieśli siedem surowych domów i cztery wspólne budynki. A gdy nadeszła jesień, Pielgrzymi zebrali się, by w „szczególny sposób cieszyć się razem po zebraniu owoców naszej pracy” – napisał jeden z nich, Edward Winslow. Bradford nic o tym nie wspomniał.

To było pierwsze Święto Dziękczynienia. Nie ma zapisu o zaproszeniu Wampanoagów, ale Massasoit pojawił się na uczcie z dziewięćdziesięcioma ludźmi. Zostali przez trzy dni, a potem poszli i upolowali pięć jeleni, aby dodać dziczyznę do jadłospisu. Razem grali w gry. To był skromny romans, który wieki później prezydent Abraham Lincoln uczynił oficjalnym amerykańskim świętem, być może najbardziej ukochanym ze wszystkich.

„Uwielbiamy historię Święta Dziękczynienia, ponieważ jest o przymierzu i obfitości” – mówi Donegan w filmie. „Ale częścią powodu, dla którego byli wdzięczni, było to, że byli w takiej nędzy; że stracili tak wielu ludzi – po obu stronach. Tak więc, w pewien sposób, ten dzień dziękczynienia jest także wyjściem z żałoby; jest także wyjściem z żalu. I ta obfitość, która jest ulgą po tej stracie. Ale my nie myślimy o stracie – myślimy o obfitości.”

„To bardzo skromna historia ludzi, którzy nie mają wiele, którzy cierpią i którzy mają ideał wspólnoty,” dodaje. „To bardzo interesująca narracja dla narodu mocarstwowego. Jest coś świętego w skromnych początkach. Kraj, który rozwinął się tak szybko, tak gwałtownie, tak imponująco, potrzebuje opowieści o małych, skromnych początkach.”

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.